Kategorie
Bez kategorii

Recenzja filmu: „Dom bez okien”

×
  • Tytuł: Dom bez okien

  • Oryginalny tytuł: Dom bez okien

  • Gatunek: Dramat / Psychologiczny
  • Rok produkcji: 1962
„Prowincjonalny cyrk przeżywa kryzys. Grozi mu likwidacja, gdyż występy zespołu składającego się głównie z „weteranów areny” nie są w stanie przyciągnąć publiczności. Sytuację zmienia pojawienie się Roberta, młodego chłopaka, obdarzonego dużymi zdolnościami pantomimicznymi. Jego występy gromadzą komplety publiczności. Robert nie umie jednak ułożyć sobie stosunków z członkami zespołu. Parodiuje ich popisy, uświadamiając cyrkowcom niedoskonałość i odbierając im wiarę w siebie. W narastającej atmosferze konfliktów Robert postanawia odejść z cyrku wraz z Teresą, młodą akrobatką, która, związana z dyrektorem, ma dosyć życia w dwuznacznej atmosferze… Debiut Stanisława Jędryki jest psychologiczną analizą życia zamkniętego środowiska cyrkowców. Ukazuje kulisy ich pracy i cenę, jaką płacą za wykonywanie wymarzonego zawodu. W swoim klimacie film przypomina głośną La Stradę Felliniego.”

„Dom bez okien”, to kolejny przykład, że polski dramat ma się dobrze już od dawna, a polska szkoła filmowa w tym gatunku X Muzy, czuje się jak ryba w wodzie. Porównanie (opis) do „La Strady” Felliniego jest wg mnie mocno nietrafione, bo obydwa filmy – pomimo „cyrkowej otoczki” – dotykają zupełnie innych spraw, ale nie zmienia to jednak faktu, że film Jędryki to bardzo dobry dramat psychologiczny, ze świetną rolą Wiesława Gołasa (niektórzy uważają, że to jego najlepsze aktorskie dokonanie) i przesłaniem, które jak było aktualne podczas kręcenia filmu (1962r.), tak jest aktualne do dzisiaj.

Pomimo, iż nie sądzę, aby było to głównym zamierzeniem reżysera – oglądając film, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że „Dom bez okien” dość wyraźnie ostrzega, aby – mówiąc kolokwialnie – „nie wcinać się pomiędzy wódkę a zakąskę”, bez względu na intencje. Często się mówi, że ktoś („osoba trzecia”), kto miesza się w sprawy dotyczące rodziny, czy związku – zawsze dostanie za to po łapach, bo ludzie sobie bliscy – dziś się pokłócą, następnie jutro pogodzą, a „osoba usiłująca się wtrącać” – zawsze będzie tą złą. W filmie Jędryki widzimy to dość wyraźnie. Mim Robert, pomimo że chce uświadomić cyrkowym old boy’om (którzy są jak jedna, wielka rodzina, a on jest dla nich outsiderem) – dla ich własnego dobra – że czas zastanowić się nad zawieszeniem butów na kołku, ponieważ nie są już w stanie (ze względu na wiek i ograniczenia fizyczne) dawać ludziom show, jakiego widzowie oczekują – osiąga w ten sposób odwrotny skutek, zraża wszystkich do siebie i doprowadza do tragedii. W tym momencie pojawia się drugie przesłanie filmu, oraz rozważania reżysera nad rolą ludzkich marzeń (celu) i prawdy w naszym życiu. Już Ibsen pisał, że w świecie rządzonym przez kłamstwo – prawda może mieć siłę wyłącznie niszczącą. Tutaj także prawda nikogo nie wyzwala. Bo czy pracownicy cyrku tak na prawdę nie zdają sobie podświadomie sprawy z tego, co usiłuje udowadniać im Robert? Wiedzą o tym wszystkim doskonale, ale przyjęcie tego do wiadomości i pogodzenie się z tym faktem – zabiłoby ich marzenia o dalszej karierze cyrkowej (co dla nich jest gorsze niż śmierć), a czymże jest człowiek, który przestał marzyć i czy takie życie, to jeszcze życie, czy już tylko pusta, bezcelowa wegetacja?

Cyrkowcy na początku potrzebują Roberta, który sprawia, że widzów jest komplet, a show wszystkim się podoba. Jednak Mim, parodiując numery Cyrkowców (i w ten sposób tuszując przed widzami ich niedociągnięcia), pokazuje też samym Weteranom – niczym w krzywym zwierciadle – na jakim poziomie stoi ich sztuka cyrkowa, a smutne wnioski z tego wypływające już niekoniecznie podobają się samym zainteresowanym, dla których ich cyrkowe numery to prawdziwa, nietykalna świętość. Niewiele więc czasu potrzeba, aby Mim z bohatera, stał się wrogiem publicznym #1, oraz pośrednim sprawcą doprowadzającym do finalnej tragedii.

Film Jędryki, to przede wszystkim, smutny i przejmujący obraz ludzi, którzy żyją przeszłością, nie potrafiąc się pogodzić z tym, że lata ich „cyrkowej świetności” odeszły w siną dal i już nie wrócą. To obraz wypalonych Sztukmistrzów, którzy tak kochają to co robią, że nie potrafią sobie wyobrazić życia bez cyrku, pomimo że ich numery coraz bardziej zaczynają trącić tandetą. To alegoria tego momentu życia, który prędzej czy później – zawsze nadchodzi dla każdego człowieka i kwestią jest tu tylko to, czy będzie się potrafiło „ze sceny zejść niepokonanym”, czy będzie desperacko odwalało coraz większą chałturę, odcinając kupony od swej przeszłości. Robert jako człowiek mający przed sobą jeszcze przyszłość, był z góry skazany na porażkę w zderzeniu z osobami, które dawno już przestały nadążać za zmieniającym się światem. Jego próby „pomocy” mogły tylko wprowadzić jeszcze większy chaos i destrukcję, ponieważ Weterani nie potrzebowali kogoś, na kogo patrząc – będą się czuli jeszcze gorzej, widząc wprost swoje niedociągnięcia. Woleli żyć w swoim, dającym nadzieję „słodkim kłamstwie”, niż stawić czoła „gorzkiej prawdzie”, której zwiastunem był nowy Mim…

Poza świetnym, nadal aktualnym tematem, „Dom bez okien” potrafi oczarować widza doskonałym aktorstwem prawdziwej starej gwardii gwiazd polskiego kina (Gołas, Szaflarska, Bielicka, Fijewski, Ziejewski), wiarygodną psychologią postaci, dobrze komponującą się z całością muzyką, oraz poruszającym zakończeniem, będącym solidną kropką nad „i” w kwestii rozważanych przez reżysera problemów. Uwielbiam kiedy eksperymentując (film obejrzałem zupełnie przypadkowo), trafiam na takie „klasyczne perełki”. Moja ocena 7,5/10.
Ocena Autora: 7.5
Autor: Raven
Zobacz trailer
Nowości filmowe - Premiery filmowe
Szukasz serialu - Znajdź serial dla siebie
Katalog filmowy - Katalog z filmami
Szukaj filmu - Znajdź film dla siebie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *